Kurs Biblijny: Wzrastanie przez pytanie (1519)

Kurs Biblijny: Wzrastanie przez pytanie – godz. 12:00

W tej grupie tematycznej umieszczamy pytania do Ewangelii z danego dnia, które mogą okazać się nieocenioną pomocą przy codziennej medytacji nad Słowem Bożym.

np. Na podstawie Ewangelii z dnia (Mt 15, 29 - 37) odpowiedz sobie na pytania i zapamiętaj: 1. Kto przyszedł do Jezusa? („wielkie tłumy… chromych, ułomnych, niewidomych, niemych…”) 2. Co uczynił tym ludziom Jezus? („a On ich uzdrowił’) 3. Jak reagował tłum? („tłumy zdumiewały się… i wielbiły Boga”) 4. Dlaczego Jezus pożałował tego tłumu? („nie mają co jeść”) 5. Ile chlebów mieli uczniowie? („siedem i parę rybek”) 6. Co zrobił Jezus? („wziął siedem chlebów i ryby i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, a uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości…)

Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?» Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał». Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego».
Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».
(Łk 9,18-22)

 

Pozwól, by przeczytane Słowo „zadomowiło się” w Tobie... Rozważaj je w swym sercu... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. O co Jezus zapytał swoich uczniów? Kim dla mnie osobiście jest Jezus?

    Czy moja odpowiedź bazuje na opiniach innych czy moim własnym doświadczeniu? Czy mój sposób postrzegania Jezusa wynika z mojej osobistej relacji z Nim? Czy jest wynikiem codziennego spotykania się z Nim na modlitwie, poznawania Go przez Biblię, nauczanie Kościoła, życie sakramentalne itp.?

  2. Co robił Jezus (na początku dzisiejszej Ewangelii)? Gdzie byli wtedy Jego uczniowie?

    Jak często poświęcam czas na przebywanie z Jezusem na osobności (na modlitwie indywidualnej)? Ile czasu dziennie przeznaczam na to spotkanie? Czy jest to dla mnie najważniejsze wydarzenie dnia (doby)? Czy uznaję Jego nieodzowność i konieczność? Czy traktuję moją modlitwę osobistą jako "włączanie się" w modlitwę Jezusa, zanoszoną nieustannie do Ojca? Czy proszę Ducha Świętego, by mnie wprowadzał w tę modlitwę? Czy jestem otwarty na Jego prowadzenie?

  3. Co zapowiedział Jezus w ostatnich słowach dzisiejszej Ewangelii? Czy uczniowie właściwie zrozumieli tę zapowiedź i uzupełnili o prawdę w niej zawartą swoje pojmowanie tożsamości Jezusa i Jego misji (biorąc chociażby pod uwagę ich zachowanie podczas męki i ukrzyżowania Jezusa)? Czy – wobec tego – uczniowie właściwie postrzegali to, kim jest Jezus? Czego nie chceli przyjąć do wiadomości? Czego ja nie chcę (boję się) uznać w moim postrzeganiu Jezusa? Dlaczego? Czy zechcę teraz się z Nim tym podzielić?

 

Wyraź swoją wdzięczność Bogu za czas, który otrzymałeś od Niego. Teraz idź przez dzień z Jezusem i bądź otwarty na poznawanie Go takim, jakim jest!

 

Tetrarcha Herod posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że zjawił się Eliasz; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał.
A Herod mówił: «Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?» I starał się Go zobaczyć.
(Łk 9,7-9)

 

Rozmyślaj teraz nad przeczytanym Słowem... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Z jakich powodów Herod chciał zobaczyć Jezusa?

    Co mną kieruje, gdy dziś pochylam się nad tym fragmentem Ewangelii? Chcę się spotkać z Jezusem? Pragnę poznawać Go bardziej? Chcę otwierać się na wolę Bożą i ją realizować? Pragnę coraz bardziej upodabniać się do Jezusa? Jakie są moje najgłębsze motywacje?

  2. Co odczuwał Herod w związku z informacjami na temat Jezusa, które do Niego docierały?

    Jakie mam odczucia, gdy myślę o Jezusie? Cieszę się Jego miłością, obecnością, bliskością? Z ufnością przychodzę do Niego, gdy zgrzeszę, otwierając się na Jego miłosierdzie? A może w głębi serca boję się Go, lękam się Jego osądu, chcę pokazywać Mu tylko dobrą stronę siebie, chcę zasługiwać na Jego miłość? Może mam wobec Niego ukryty żal z powodu różnych trudnych doświadczeń, z którymi przyszło mi się zmierzyć? Może gdzieś w głębi serca uznaję Go za kogoś niedostępnego, nie zainteresowanego mną i i moim życiem?

    Czy zechcę teraz szczerze powiedzieć Jezusowi o moich (może skrywanych) myślach, odczuciach względem Niego? Czy poproszę Go, by pomógł mi poznać źródła moich trudnych odczuć: obaw, niepokojów, żalu, dystansu itp.? Czy zachcę poprosić Go o uzdrowienie fałszywych aspektów mojego wyobrażenia o Nim? Czy powiem Mu, że pragnę doświadczyć Jego bezwarunkowej miłości i bliskości?

 

Dziękuj teraz Bogu za światło, którym Cię obdarzył. Teraz idź przez dzień z otwartością na znaki Jego pełnej miłości obecności przy Tobie!

 

Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: «Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, pozostańcie tam i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśliby was gdzieś nie przyjęli, wychodząc z tego miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim!» Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie. (Łk 9,1-6)

 

Teraz pozwól, by Słowo pracowało w Tobie... Rozmyślaj nad Nim... Mogą Cię w tym ukierunkować następujące pytania:

  1. W jakim celu Jezus posłał apostołów? Czego konsekwencją było owo posłanie?

    Jak osobiście odpowiadam na "posłanie" Jezusa? Czy zauważam, że jest ono logiczną konsekwencją przyjęcia przeze mnie Ewangelii?

    Jeśli nie czuję się "posłany" do dzielenia się z innymi Dobrą Nowiną Jezusa, to czy rzeczywiście Ją przyjąłem?

  2. W czym apostołowie mają naśladować Jezusa?

    Czy naśladuję Go w głoszeniu Ewangelii słowem? Czy mogę o sobie powiedzieć, że ją systematycznie poznaję? Jakie mam "sposoby" zgłębiania jej? Czy uznaję to za mój obowiązek jako chrześcijanina? Czy pamiętam o stwierdzeniu św. Hieronima, który nieznajomość Pisma Świętego stawia na równi z nieznajomością Jezusa? Co mi ono mówi?

    Czy naśladuję Jezusa w przekazywaniu prawdy Ewangelii przez dzieła miłosierdzia?

    Czy zauważam niedolę duchową /materialną itp. osób wokół mnie? Czy mnie ona porusza? Co robię, by nieść im nadzieję o tym, że Bóg pamięta o nich w ich troskach? Czy pozwalam Bogu okazywać im niezbędną pomoc przeze mnie?

    Czy naśladuję Jezusa w Jego ubóstwie? W czym się ono wyraża? Z czego zrezygnowałem ze względu na Niego i Jego Ewangelię?

    Czy naśladuję Jezusa w Jego przyjęciu odrzucenia? Jak reaguję na lekceważenie przez innych Dobrej Nowiny? Jestem oburzony, zniesmaczony, urażony, dotknięty? Jak reagował na odrzucenie Jezus? Czy chcę być do Niego podobny?

     

Wyraź swoją wdzięczność Bogu za wnioski, do których doprowadziło Cię rozważanie dzisiejszej Ewangelii. Teraz idź i dziel się tym, co sam otrzymałeś od Boga!

 

Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu.
Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».
(Łk 8,19-21)

 

Rozmyślaj w ciszy nad Słowem, które jako żywe i skuteczne, ma moc kształtować teraz Ciebie i Twoje życie... Poprowadzić Cię w tym mogą następujące pytania:

  1. Kto zgromadził się wokół Jezusa? Co robili Ci ludzie?

    Czy należę do "wspólnoty Jezusa", skupiającej tych, którzy są jak najbliżej Niego i chcą słuchać Jego Słowa? Jeśli nie, to czyjej bliskości pragnę najbardziej, z czyim słowem szczególnie się liczę? Czy dałem Jezusowi szansę, by "rozsmakował" mnie w swojej bliskości, by nasycił mnie swym Słowem?

  2. Co Jezus powiedział na wieść o pojawieniu się Matki i krewnych? Czy w ten sposób zanegował wartość więzów krwi? Co wyakcentował? Jakie jest kryterium przynależności do rodziny Bożej, połączonej więzami duchowymi? Kto najdoskonalej sprostał temu kryterium? Czy Maryja, która poczęła Jezusa nie tylko w sensie fizycznym, ale najpierw pod swoim sercem, odpowiadając "niech mi się stanie" na propozycję Boga, wyrażoną podczas zwiastowania, jest tylko Jego matką biologiczną? Czy dostrzegam, że Ona jest pierwszą i najdoskonalszą uczennicą Jezusa przez wierne słuchanie Jego słowa, zachowywanie go w swym sercu i wierne wypełnianie?

  3. A ja? Czy należę do rodziny Jezusa? Czy mam w sobie pragnienie wsłuchiwania się w Jego słowo? Kiedy mam swój czas na słuchanie Go? Czy walczę o ten czas? Czy codziennie jestem przy Nim? Czy zależy mi na tym na tyle, że potrafię zrezygnować z pewnych, mniej ważnych rzeczy, by zyskać czas na modlitwę? Czy proszę Ducha Świętego o pomoc w aktywnym słuchaniu (tak, by usłyszeć) i rozważaniu? Czy pragnę uczyć się od Maryi, która wiernie słuchała Słowa, zachowywała je w swym sercu i odzwierciedlała w codzienności?

 

Podziękuj za wnioski, do których doprowadził Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź wraz z Maryją i ucz się od Niej, co to znaczy przynależeć do Jego rodziny!

 

Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami.Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. (Mt 9,9-13)

 

Rozmyślaj teraz nad przeczytanym Słowem... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Na kogo Jezus zwrócił uwagę wychodząc z Kafarnaum?

    Czy doświadczam teraz na sobie uwagi Jezusa? Czy wierzę, że mnie nią nieustannie obdarza? Czy jestem na to doświadczenie otwarty?

    Czy moja uwaga jest teraz skierowana na Jezusa czy błądzę myślami pośród spraw codzienności? Czy zechcę do tego, co mnie teraz najbardziej absorbuje, zaprosić Jezusa? Czy wierzę, że On jest Bogiem bliskim i pragnie mi towarzyszyć w mojej codzienności?

  2. Jakie wezwanie skierował Jezus do celnika Mateusza?

    Co Jezus dziś mówi do mnie? Czy jestem otwarty na Jego wezwanie do "pójścia za Nim"? Czy zależy mi na rozpoznawaniu Jego drogi dla mnie czy wolę chodzić "swoimi drogami"? Czy mam tendencję do "wyprzedzania" Go, chodzenia "na skróty", powątpiewania o słuszności drogi, którą mnie prowadzi? Z czego to może wynikać?

  3. Kto – według słów Jezusa – potrzebuje lekarza?

    Czy dostrzegam swoje duchowe "choroby"? Czy pragnę doświadczyć (doświadczać) w osobie Jezusa – lekarza? Czy doznaję od Niego uzdrowienia? Co we mnie potrzebuje Jego uzdrawiającej łaski? Jakie "miejsca" w mojej duszy są "chore"? W jakich aspektach życia potrzebuję przemiany?

  4. W jakim kontekście – w rozmowie z faryzeuszami – Jezus wypowiada słowa o miłosierdziu i ofierze?

    Czy urzeczywistniam je w swoim życiu? Na co kładę większy nacisk w codzienności: na ofiarowywanie Bogu różnych wyrzeczeń czy na okazywanie miłosierdzia tym, którym mi je szczególnie trudno okazać?

     

Podziękuj za natchnienia, którymi obdarował Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i bądź choć w części tak dobry dla innych, jak Jezus jest dla Ciebie!

 

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi». (Mt 20,1-16a)

 

Teraz poproś, by Słowo „zamieszkało” w Tobie... Rozważaj je wraz z Maryją, Jej sercem... Trwaj w ciszy... Mogą Cię poprowadzić następujące pytania:

  1. Jak gospodarz z przypowieści Jezusa potraktował robotników ostatniej godziny? Co myśleli na ten temat pozostali robotnicy? Jaką prawdę o królestwie niebieskim obrazuje przypowieść opowiedziana przez Jezusa? Kto ma szansę skorzystania z łaski zbawienia?

  2. Co myślę o logice Bożej, która jest całkiem inna niż ludzka? Co sądzę o wielkim, Bożym miłosierdziu dla każdego grzesznika?

    Jak traktuję osoby, które trwają w ciężkich grzechach? Wytrwale modlę się za nich, prosząc Boga, aby okazał im miłosierdzie i przyprowadził do siebie? Ofiaruję w ich intencji różne wyrzeczenia, doświadczane cierpienia? Własnym życiem (życzliwością, dobrocią, wyrozumiałością, konkretną pomocą itp.) pokazuję im jak dobry jest Bóg? Czy może przeciwnie: mam do nich niechęć, lekceważenie, pogardę? Czy osądzam, krytykuję, plotkuję, wytykam placem, nie chcę mieć z nimi do czynienia? A może porównuję się i oburzam się na Bożą „niesprawiedliwość”? Po czyjej stronie wtedy stoję: Boga czy Złego? Czy – niezależnie od własnej słabości - pragnę „nauczyć się” Bożej optyki, by patrzeć na każdego człowieka z taką miłością i miłosierdziem, jak widzi Bóg? Co chcę powiedzieć teraz Bogu na ten temat?

 

Podziękuj Maryi za Jej towarzyszenie w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i z Jej pomocą ucz się patrzeć na siebie i każdego, tak miłosiernie, jak patrzy Bóg!

 

Gdy zebrał się wielki tłum i z poszczególnych miast przychodzili do Jezusa, opowiedział im przypowieść: «Siewca wyszedł siać swoje ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki podniebne wydziobały je. Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci. Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je. Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny». To mówiąc, wołał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» Pytali Go więc Jego uczniowie, co oznacza ta przypowieść. On rzekł: «Wam dano poznać wprost tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w przypowieściach, „aby patrząc, nie widzieli, i słuchając, nie rozumieli”.
Takie jest znaczenie przypowieści: Ziarnem jest słowo Boże. Tymi zaś na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, które padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą, a zagłuszeni przez troski, bogactwa i rozkosze życia, nie wydają owocu. Wreszcie ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc dzięki wytrwałości».
(Łk 8,4-15)

 

Trwaj w ciszy i rozmyślaniu... Niech Słowo „pracuje” w Tobie... W ukierunkowaniu rozważania mogą Ci pomóc następujące pytania:

  1. Jaką przypowieść opowiada Jezus tłumom? Co oznacza w niej ziarno?

    Jakie znaczenie ma Słowo Boże w moim życiu? Czy pozwalam Bogu, by "siał w glebę" mojego serca? Jak często sięgam po Biblię, by Mu to umożliwić? Czy wierzę, że może do mnie przez nią mówić? Czy jestem zainteresowany tym, co ma mi do powiedzenia?

  2. O jakich czterech rodzajach gleby opowiada Jezus w przypowieści? Jaki grunt dla ziarna Słowa Bożego przypomina moje serce? Czy Słowo Boże jednym uchem we mnie wpada, a drugim wypada? Czy przyjmuję Je płytko, bez rozważania, bez rozmyślania? Czy pozwalam troskom dnia, zmęczeniu, cierpieniom, moim pożądaniom, by Je zagłuszyły? Czy mam w sobie wewnętrzne pragnienie przyjmowania Słowa? Czy otwieram się na Nie z wiarą, wspaniałomyślnością, "zatrzymuję się" nad Nim, rozważam? Czy jestem - w tym słuchaniu Boga, refleksji nad Słowem i wprowadzaniu go w życie - wytrwały? Czy – w konsekwencji - doświadczam, jak przemienia moje życie, buduje przyjaźń z Jezusem, uzdalnia do rozumienia tajemnic królestwa Bożego?

 

Podziękuj za natchnienia, którymi obdarował Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i przemieniany przez Boże Słowo, wydawaj obfity plon!

 

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócili do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi. (Łk 2,41-52)

 

Pozwól, by przeczytane Słowo „zadomowiło się” w Tobie... Rozważaj je w swym sercu... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Co czuła Maryja w związku z zagubieniem Jezusa? Co czuję, gdy „zgubię” Jezusa, oddalę się od Niego przez mój grzech? Czy w ogóle to zauważam? Jaki wysiłek wkładam w szukanie Go? Czy pragnienie „odnalezienia” Jezusa jest dla mnie wtedy priorytetem?

  2. Jak długo Maryja szukała Jezusa? Czy dostrzegam tu analogię do czasu między śmiercią Jezusa na krzyżu a zmartwychwstaniem? Czy moje szukanie Jezusa prowadzi mnie od śmierci z powodu mojego grzechu w kierunku mojego osobistego zmartwychwstania?

  3. Gdzie Maryja odnalazła Jezusa? Czy - po zagubieniu Jezusa - szukam Go we właściwym miejscu: w świątyni przy kratkach konfesjonału i na Eucharystii?

  4. Jak Maryja zachowała się wobec Jezusa, gdy Go odnalazła? Zrobiła Jezusowi awanturę z powodu Jego niezrozumiałego dla Niej zachowania? Obrzuciła Go wymówkami, żalami? Jak zachowuję się wobec Boga w sytuacji cierpienia? Buntuję się, skarżę, nie dowierzam Jego dobroci, użalam nad sobą? Czego mogę się nauczyć od Maryi w takich sytuacjach?

  5. Czy Maryja zrozumiała od razu odpowiedź Jezusa na jej pytanie pełne bólu? Co zrobiła z tą niejasną dla niej odpowiedzią? Czy – jak Maryja – noszę w swym sercu i rozważam Boże słowa, nawet jeżeli ich nie rozumiem?

  6. Jak zachowywał się Jezus po powrocie do Nazaretu? Czy w mojej codzienności jestem „poddany” Bogu, starając się przyjmować to, czego doświadczam, w pokorze i posłuszeństwie?

 

Wyraź swoją wdzięczność Bogu za czas, który otrzymałeś od Niego. Teraz „idź i czyń”...

 

Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że gości w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to, faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co to za jedna i jaka to jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą». Na to Jezus rzekł do niego: «Szymonie, mam ci coś do powiedzenia». On rzekł: «Powiedz, Nauczycielu».

«Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który z nich więc będzie go bardziej miłował?» Szymon odpowiedział: «Przypuszczam, że ten, któremu więcej darował».
On zaś mu rzekł: «Słusznie osądziłeś». Potem zwróciwszy się w stronę kobiety, rzekł do Szymona: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała mi stopy i otarła je swymi włosami. Nie powitałeś mnie pocałunkiem; a ona, odkąd wszedłem, nie przestała całować stóp moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje stopy. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje». Do niej zaś rzekł: «Odpuszczone są twoje grzechy». Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: «Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?» On zaś rzekł do kobiety: «Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju».
(Łk 7,36-50)

 

Rozmyślaj teraz nad przeczytanym Słowem... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Jak zachowała się w stosunku do Jezusa kobieta, która weszła do domu faryzeusza? Jak Jezus odebrał i zinterpretował jej gesty?

    Jak okazuję Jezusowi miłość i wdzięczność za Jego miłosierdzie wobec mnie? Czy je dostrzegam? Czy traktuję spowiedź rutynowo czy patrzę na nią głębiej, przez pryzmat ofiary Jezusa poniesionej za mnie?

  2. Jakie myśli w związku z zachowaniem kobiety miał gospodarz domu?

    Kiedy ostatnio osądziłem Boga? Z jakiego powodu? Kogo z ludzi osądziłem ostatnio? Czy mam wystarczające dane do tego, by wydawać sądy o innych? Czy biorę pod uwagę to, że bazuję jedynie na zewnętrznych pozorach, nie znając prawdy serca drugiego człowieka? Czy dostrzegam to, że wydawanie osądów jest brakiem miłości bliźniego i wchodzeniem w kompetencje samego Boga?

  3. Jaką historię opowiedział faryzeuszowi Szymonowi Jezus? Jaki wniosek wysnuł Szymon z tego opowiadania?

    Co (konkretnie) darował (przebaczył) mi Jezus? Jaka jest - wobec tego - moja wdzięczność wobec Niego? Czy adekwatna do mojego "długu"? Co chcę na ten temat teraz powiedzieć mojemu Bogu?

  4. Jakimi słowami Jezus pożegnał kobietę?

    Jaka jest moja wiara? Czy wierzę niezachwianie w Boże przebaczenie dla mnie? Czy uznaję, że Go potrzebuję? Czy się na nie otwieram? Czy koncentruję się na nim bardziej niż na własnej słabości? Czy zdaję sobie sprawę z tego, że nikt – tak jak Jezus – nie jest w stanie przyjąć mnie takim, jakim jestem, z całą prawdą o mnie? Czy otwieram się na bezwarunkowość Bożej miłości? Czy przyjmuję nieograniczone Boże miłosierdzie? Czy – wskutek tego - doświadczam Bożego pokoju?

     

Podziękuj za natchnienia, którymi obdarował Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i raduj się ogromem miłosierdzia, jakie ma dla Ciebie Bóg!

 

Jezus powiedział do tłumów: «Z kim mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci przesiadujących na rynku, które głośno przymawiają jedne drugim: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie płakaliście”.
Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność».
(Łk 7,31-35)

 

Rozmyślaj w ciszy nad Słowem, które jako żywe i skuteczne, ma moc kształtować teraz Ciebie i Twoje życie... Poprowadzić Cię w tym mogą następujące pytania:

  1. Do kogo Jezus porównał ludzi z pokolenia Mu współczesnego? Czym się ono charakteryzowało według tego porównania? Czy wspólcześni Jezusowi byli otwarci na dary łaski, które Bóg im ofiarował przez działalność Jana Chrzciciela, a potem Jezusa? W jaki sposób "usprawiedliwiali" pychę i zatwardziałość swego serca?

  2. Czy uważam się za adresata słów Jezusa?

    Jakich Bożych łask nie wykorzystuję? W zakresie jakich dziedzin życia roztrwaniam dary otrzymane od Boga? Czym tłumaczę i usprawiedliwiam moją opieszałość w odrzucaniu słabości i grzechów, które oddalają mnie od Boga? W jakich dziedzinach życia idę na kompromisy ze złem, tłumacząc to rzekomym dobrem lub oskarżając Boga o to, że mi czegoś żałuje? Czy mam tendencję do narzekania na Boga? O co Go oskarżam? Co krytykuję i osądzam w zachowaniu bliźnich? Z jaką gorliwością podejmuję codzienne nawracanie się, by współpracować z darem zbawienia, wysłużonym mi przez Jezusa za cenę Jego okrutnej męki i śmierci?

  3. Co Jezus powiedziałby o mnie? Czy moją odpowiedzią na hojność Jego darów wobec mnie jest nieustanna wdzięczność? Kiedy i za co Mu ostatnio dziękowałem? Kiedy uwielbiałem Go w Jego bezwarunkowej miłości do mnie i nieogarnionym majestacie? Kiedy zachwycałem się Jego potęgą i miłosierdziem zarazem, w których pokornie pochyla się nad kruchością mojej kondycji? Co chcę Mu teraz na ten temat powiedzieć?

 

Podziękuj za wnioski, do których doprowadził Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i nie bądź grymaśnym dzieckiem, ale pełnym ufności i wdzięczności wobec Twego Ojca w niebie!

 

Strona 1 z 76

Top