wtorek, 18 grudzień 2018 21:51

Wychowałem się w rodzinie, w której Bóg był ale nie na pierwszym miejscu. Stał gdzieś z boku.

Napisał
Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Szczęść Boże, mam na imię Patryk.
Wychowałem się w rodzinie w której Bóg był ale nie na pierwszym miejscu. Stał gdzieś z boku. Moja mama nauczyła mnie modlitw, ale jak wiecie dzieci czerpią wiedzę z obojga rodziców, a mój tato nie dawał zbyt dobrego przykładu, pił i nie chodził do kościoła.
Przez parę lat byłem nawet ministrantem lecz gdy dorastałem i dostąpiłem do sakramentu bierzmowania coś się we mnie zmieniło i odszedłem od Kościoła. Przez ten czas, gdy byłem daleko od Boga szukałem radości w zabawie, imprezach, alkoholu, narkotykach, pornografii, grach wideo. Zagłębiałem się nawet w inne religie szukając czegoś, co by zapełniło pustkę w sercu, brak Boga. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Kogoś mi brakuje. Byłem tak zaślepiony przez "Świat", że nie dostrzegałem Boga. Moja mama modliła się za mnie nowenną pompejańską, pościła prosząc w ten sposób "Górę" o moje nawrócenie. Któregoś dnia nawet mi o tym wspomniała, a ja stwierdziłem ze śmiechem żeby sobie zmieniła intencje na kogoś innego bo to nie ma sensu, że i tak się nie nawrócę. Chwała Panu, że nie przestała :). Czytałem Biblię tylko w tym celu, żeby ją tak przedstawić i przekręcić na swoją korzyść jak mama chciała ze mną porozmawiać o Bogu i dziełach Bożych.
Pewnego dnia przyszła do mnie i mi powiedziała, że jest wycieczka do Medjugorie i zadała mi pytanie czy nie pojechał bym z nią. Wiem, że to było jej marzenie żeby tam pojechać. Na początku stwierdziłem, że nie ma takiej opcji bo ludzie którzy tam jadą cały czas się będą modlić, co mi nie pasowało. Po paru dniach myślenia zmieniłem zdanie i zgodziłem się, bo czemu by nie pojechać za granicę i nie zwiedzić kraju (oni się będą modlić, a ja będę chodził swoimi ścieżkami).
26 luty 2018 r., dzień po moich urodzinach, na których dałem popalić swojemu organizmowi różnymi używkami był wyjazd. Przed wyjazdem była msza, na którą poszedłem. Po mszy do autokaru i w drogę. Już od samego startu pojazdu stwierdziłem "co ja tutaj robię" bo zaczęli od razu od modlitwy przeplatanej co raz jakimiś pieśniami. Mówię sobie: Patryk wytrzymasz, pościągałeś sobie gry na telefon - jakoś czas zleci. Dojechaliśmy na miejsce następnego dnia, każdemu przydzielono pokoje i wtedy zaczęła się jazda. Oczywiście na każdym kroku modlitwa, modlitwa, modlitwa. Ja w tym nie uczestniczyłem tylko stałem i czekałem kiedy skończą. Od samego początku, każdej nocy miałem koszmary i nie mogłem spać. Jakieś głosy do mnie mówiły, straszyły mnie (nie będę się w to zagłębiał). Oczywiście tam chodziłem do kościoła, bo wieczorem nie było co robić. Tam poznałem siostrę Anię, nie była zakonnicą tylko tam każdy jest sobie bratem i siostrą. Strasznie mnie ewangelizowała, dziękuję jej za to i Panu, że postawił mi ją na mojej drodze. Drugiego dnia pielgrzymki moją mamę tak zaczął boleć ząb, że zjadała dużo tabletek przeciwbólowych. Następnego dnia już nie mogłem patrzeć jak cierpi i w nocy stwierdziłem: Maryjo jeśli tu jesteś to zabierz ten ból zęba od niej, bo bardzo chciała tu być, a teraz nie może się na niczym skupić i przy okazji weź ode mnie te koszmary, a ja w zamian oddam Ci się i kupię różaniec i zacznę się modlić na nim. Poszedłem spać, rano wstałem i pierwsze co to "mamo, jak ząb?" Mama stwierdziła, że prawie nie boli. Myślę: o kurcze będę musiał kupić różaniec - hahaha. Ale jak? Przecież mieliśmy zaplanowaną wycieczkę do innego miasta, żeby zwiedzić i nie było by kiedy kupić. No trudno, nie kupię. Schodzimy na dół, na śniadanie, prowadzący Kamil się spóźnia, więc zaczynamy śniadanie bez niego. Po 15 minutach wpada na salę i ogłasza, że wycieczki nie będzie, bo Maryja zmieniła plany i dzisiaj idziemy do polskiego sklepu na zakupy. Ja w szoku i nie dowierzam, czy dobrze usłyszałem, sprawdzam dla pewności jak ząb mamy, oczywiście coraz mniej boli. Obiecałem Maryi to teraz się nie wycofam i muszę kupić różaniec. Z biegiem czasu widzę, że to nie ja wybrałem nawet sobie różaniec ze św. Benedyktem tylko Maryja, po to żeby mnie chronił przed złym. Do dzisiaj codziennie się na nim modlę. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy w moim życiu, nawet poszedłem tam do spowiedzi. Po powrocie mogę śmiało powiedzieć, że Bóg uwolnił mnie od uzależnień od gier wideo, alkoholu, pornografii chociaż skutki uboczne na psychice jeszcze są, to dzięki Bogu mogę z nimi walczyć i je zmniejszać. Dzięki temu wszystkiemu, co się tam wydarzyło moje życie się zmieniło na lepsze, chwalę i dziękuję Bogu za to, co tam dla mnie zrobił i że nawraca mnie każdego dnia. Chwała Panu i Maryi, Bóg jest wielki, alleluja :)
Czytany 1020 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Top