Leszek Tarasewicz

Leszek Tarasewicz

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!»Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym». (Mt 14,22-33)

 

Pozwól teraz, by Bóg dotykał przez Słowo Twojego serca... Trwaj w ciszy... Rozważaj... Mogą Cię w tym poprowadzić następujące pytania:

  1. Do czego Jezus zaprosił (przynaglił) uczniów?

    Czy jestem otwarty na zaproszenia/ przynaglenia Jezusa na dzisiejszej modlitwie (nawet takie, których się nie spodziewam i które mogą zmienić moje dzisiejsze plany)?

  2. W kontekście jakiej sytuacji Jezus skierował do uczniów swoje przynaglenie? Co sam zrobił w tej sytuacji (po cudownym rozmnożeniu chleba i ryb i nakarmieniu tysięcy osób)? Jakie przesłanie uczniom w związku z tym pozostawił?

    Czy mam tendencję do zatrzymywania się w „miejscach”, w których z powodzeniem wykonałem swoją pracę/ służbę? Czy pragnę słyszeć pochwały, podziękowania za pracę/ posługę, która zawsze jest Bożą łaską? Czy pragnę odbierać dla siebie chwałę, która należy się tylko Bogu? Kiedy ostatnio obserwowałem u siebie skłonność do takich zachowań? Czy naśladuję Jezusa, który w takich sytuacjach, usuwa się, by się modlić w samotności? Co chcę teraz Bogu na ten temat powiedzieć?

  3. Czy Piotr i pozostali uczniowie sami z siebie chcieli usunąć się z miejsca cudu? Co spotkało ich potem - w nocy?

    Czy po doświadczeniu sukcesu, radości, zdarzało mi zaraz potem doświadczać lęku, słabości, niemocy, bezsilności? Do czego mnie to prowadziło?

  4. Co uratowało Piotra przed zatonięciem w chwili zwątpienia?

    Czy doświadczam silnej ręki Boga, która ma dla mnie ratunek, gdy „tonę” w moim samozadowoleniu, przypisywaniu sobie chwały, pysze? Czy – świadom niebezpieczeństwa skoncentrowania się na sobie, szukania siebie, błędnego lokowania mojej ufności (w sobie lub w innych ludziach) lub zdając sobie sprawę z innych moich słabości - stale staram się trzymać mocnej ręki Boga i pozwalam Mu prowadzić się przez życie/ dzień?

     

Dziękuj Bogu za światło, którym Cię obdarzył. Teraz idź i stale trzymaj się mocno ręki Jezusa, nie czekając na moment tonięcia!

Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: «Panie, zlituj się nad moim synem! Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić». Na to Jezus odrzekł: «O plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze mam być z wami; jak długo mam was znosić? Przyprowadźcie Mi go tutaj!» Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie.

Wtedy uczniowie podeszli do Jezusa na osobności i zapytali: «Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?» On zaś im rzekł: «Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwego». (Mt 17,14-20)

 

Rozmyślaj teraz nad przeczytanym Słowem... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Jak ojciec epileptyka zachował się wobec Jezusa? Czym charakteryzuje się jego postawa? Czego dobrego mogę się od niego nauczyć?

    Jak postępuję wobec Jezusa, gdy potrzebuję Jego pomocy? Czy - podobnie jak mężczyzna z dzisiejszej Ewangelii - modlę się wytrwale, z pokorą i uniżeniem? Czy może jestem pełen pretensji, rozżalenia, wyrzutów lub roszczeń?

  2. Jak Jezus zareagował na słowa ojca z dzisiejszej Ewangelii? Na jakie Jego uczucia mogą wskazywać wypowiedziane przez Niego słowa?

    Które moje zachowania mogą być przyczyną zasmucenia czy zniecierpliwienia Jezusa?

  3. Komu Jezus zarzucał niewiarę i przewrotność? Czy tylko uczniom? Czy podczas modlitwy uczniów nad synem, ojciec wykazał wiarę potrzebną do uzdrowienia?

    Czy mam w sobie niewiarę i/ lub przewrotność? Kiedy mogą się one we mnie pojawiać? Co chcę na ten temat teraz Jezusowi powiedzieć?

  4. Jaka była przyczyna braku skuteczności modlitwy uczniów nad chłopcem chorym na epilepsję?

    Jaka może być jedna z przyczyn nieskuteczności moich modlitw zanoszonych do Boga za siebie i za innych?

  5. Jakiej wiary pragnie Jezus dla każdego ze swych uczniów? Co ona powoduje?

    Czy obserwuję u siebie taką wiarę? Po jakich owocach ją poznaję? Czy pragnę takiej wiary? Czy modlę się o nią? Czy biorę pod uwagę to, że Jezus pragnie jej dla mnie? Jak chcę odpowiadać na to Jego pragnienie wobec mnie?

     

Wyraź swoją wdzięczność Bogu za czas, który otrzymałeś od Niego. Teraz „idź i czyń”!

piątek, 07 sierpień 2020 07:00

Przeczytaj Słowo sercem

Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego w królestwie swoim». (Mt 16,24-28)

 

Teraz poproś, by Słowo „zamieszkało” w Tobie... Rozważaj je wraz z Maryją, Jej sercem... Trwaj w ciszy... Mogą Cię w tym poprowadzić następujące pytania:

  1. W czym Jezus chce być naśladowany przez uczniów? Czy – wobec powyższego - można być uczniem Jezusa bez krzyża w swoim życiu?

    Czy jestem/ chcę być Jego uczniem? Czy chcę iść drogą krzyża, którą Jezus wskazuje swoim uczniom? Czego się obawiam? Co jest moim krzyżem na dzień dzisiejszy? Co jest teraz moim zmaganiem, trudem, traceniem życia? Czy chcę ten ból/ wysiłek przyjąć dobrowolnie, z miłości do Jezusa, jako swój krzyż, pragnąc coraz bardziej upodabniać się do Jezusa? Czy wierzę w Jego nieustanną obecność przy mnie na mojej drodze krzyżowej? Czy ufam, że On ma dla mnie potrzebne siły, wytrwałość, męstwo, determinację, miłość niezbędne w mojej drodze krzyżowej? Czy ufam, że będzie niósł mój krzyż razem ze mną i razem ze mną znosił cierpienie? Czy wierzę, że mnie nigdy w tym nie opuści?

  2. Co Jezus mówi na temat korzyści z życia?

    Jakie korzyści daje mi dotychczasowe życie? Czego najbardziej obawiam się stracić? Czy już doświadczyłem, że tracenie z Jezusem jest zyskiwaniem znacznie więcej? Czy doświadczyłem poszerzenia zakresu mojej wolności wskutek tracenia z Jezusem? Czy doświadczyłem, że Jezus nie dopuszcza do tracenia rzeczy niezbędnych do mojego życia? Czy doświadczyłem poczucia bezpieczeństwa płynącego z życia z Nim w relacji? Czy doświadczyłem, że „korzyści” duchowe życia z Jezusem są nieporównywalnie większe od strat doczesnych? Czy doświadczyłem Jego troski o moje potrzeby doczesne? Czy doświadczyłem obfitości, którą ma dla mnie? Czy żyję nadzieją jeszcze większej obfitości w niebie?

  3. Co Jezus obiecuje tym, którzy zechcą Go naśladować w niesieniu swego krzyża? Czym jest chwała Boża? Czy jej pragnę? Czy pragnę doświadczyć Jego zwycięstwa w moim życiu? Czy chcę doświadczyć Jego zmartwychwstania? Czy wierzę, że ma to wszystko dla mnie? Czy chcę iść z Nim drogą do zwycięstwa zmartwychwstania i chwały, przez krzyż? Czy rozumiem, czy to jedyna droga do tego, by doświadczyć Bożej chwały i niczym niezmąconej radości życia wiecznego?

 

Podziękuj Maryi za Jej towarzyszenie w czasie tego rozmyślania. Teraz idź wraz z Nią przez krzyż do chwały!

piątek, 07 sierpień 2020 07:00

Przeczytaj Słowo z otwartym umysłem i sercem:

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”. (Mt 17,1-9)

 

Trwaj w ciszy i rozmyślaniu... Niech Słowo „pracuje” w Tobie... W ukierunkowaniu rozważania mogą Ci pomóc następujące pytania:

  1. Kto zaprowadził wybranych apostołów na ''górę wysoką''?

    Kto - w świetle dzisiejszej Ewangelii - decyduje kiedy i na jaką ''górę wysoką'' życia duchowego mam się wspinać? Kto mnie na nią prowadzi? Czy pozwalam się Jezusowi prowadzić którędy chce, kiedy i jak chce?

  2. Co wydarzyło się na ''górze''? Co apostołowie dostrzegli w Jezusie?

    Czego mogę się spodziewać na ''górze'' mojego życia duchowego? Co się może tam dokonać w moim postrzeganiu Jezusa/ siebie/ mojego życia/ innych? Czy jestem otwarty na zmiany? Jeśli nie, to może powinienem wziąć pod uwagę to, że jest to przyczyna braku doświadczania „wysokich gór” w moim życiu?

  3. Czy apostołowie od razu zrozumieli znaczenie tego, czego doświadczyli na ''górze''? Czy we wszystkich zaowocowało ono tak samo (jak Jan, wytrwali wiernie przy Jezusie w Jego męce i śmierci)?

    Czy utrwalam (zapisuję) doświadczenia moich „wysokich gór”? Czy wracam do nich, by je rozważać, pogłębiać ich rozumienie, bardziej otwierać się na to, co Bóg chce mi przez nie przekazać / do czego mnie przygotowuje? Jakie owoce wydaje moja współpraca w tym względzie z Bożą łaską? Czy pozwalam się jej przemieniać, kształtować? Czy pozostaję wierny Bożemu światłu / Bożym natchnieniom z moich doświadczeń „wysokich gór”? Czy pozwalam Jezusowi, by mnie prowadził w kierunku, który mi „tam” pokazał?

     

Podziękuj za natchnienia, którymi obdarował Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i bądź otwarty na Jego prowadzenie!

Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha». Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: «Odpraw ją, bo krzyczy za nami». Lecz On odpowiedział: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela». A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: «Panie, dopomóż mi». On jednak odparł: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». A ona odrzekła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów». Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!» Od tej chwili jej córka była zdrowa. (Mt 15,21-28)

 

Pozwól, by przeczytane Słowo „zadomowiło się” w Tobie... Rozważaj je w swym sercu... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Jakimi słowami kobieta kananejska powitała Jezusa?

    Jakimi słowami rozpocząłem dzisiejszy dzień? Do kogo się najpierw zwróciłem? Czy zaraz po przebudzeniu moje pierwsze myśli (słowa) skierowałem do mojego Boga? Jak to wpłynęło na mój poranek i dalszą część dnia?

  2. Jakich tytułów użyła kobieta wobec Jezusa?

    Jak ja Go określam? Czy Jezus jest moim Panem rzeczywiście czy tylko w słownych deklaracjach? Czy poddaję Mu wszystkie dziedziny mojego życia? Czy jest Panem mojego domu, mojej rodziny i wszystkich relacji, mojej pracy, mojego zdrowia, planów, nawyków, sposobu spędzania wolnego czasu itp.? Czy są takie aspekty mojego życia, w których nie chcę żadnych zmian? Czy lękam się, że Jezus może mi odebrać coś, co dla mnie ważne i cenne? Czy obawiam się, że Jego panowanie w moim życiu może mnie czegoś pozbawić? Jeśli tak, to czy doświadczyłem Jego bezwarunkowej, pełne akceptacji, podnoszącej i uwalniającej miłości? Czy tego pragnę?

  3. Jak wyglądał dialog Jezusa z bohaterką dzisiejszej Ewangelii?

    Czy podejmuję dialog z Jezusem? Czy wierzę, że to jest możliwe? Czy zwracam się do Niego z tym, czego doświadczam/ co przeżywam? Czy zadaję Mu pytania? Jakie mam sposoby wsłuchiwania się w Jego odpowiedzi? Jakie wysiłki podejmuję, by uczyć się Go słuchać? Jak reaguję, gdy nie rozumiem/ nie potrafię usłyszeć Jego odpowiedzi? Czy cechuje mnie determinacja i wiara, jaką wykazała się kobieta z dzisiejszej Ewangelii?

    Czy moje życie zmierza w kierunku stałego czuwania/ otwierania się na Bożą obecność/ wsłuchiwania się w Jego słowa? Czy tego pragnę? Czy rodzi to we mnie jakieś obawy? Jakie? Czy zechcę podzielić się nimi z Jezusem i wytrwale oczekiwać, co zechce mi w tej kwestii powiedzieć?

     

Wyraź swoją wdzięczność Bogu za czas, który otrzymałeś od Niego. Teraz idź i w codzienności staraj się o otwieranie się na Jego obecność i prowadzenie z Nim dialogu!

Do Jezusa przyszli faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy z zapytaniem: «Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem».

Jezus przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: «Słuchajcie i rozumiejcie: Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym». Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Czy wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to słowo?» On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną». (Mt 15,1-2.10-14)

 

Rozmyślaj teraz nad przeczytanym Słowem... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Jakie tradycje starszych są wymienione w dzisiejszym fragmencie Ewangelii? Jakie miały one znaczenie?

    Jakie zwyczaje, tradycje, zachowuję na co dzień? Jaką rolę odgrywają one w moim życiu? Przybliżają mnie do Boga, czy oddalają? Umacniają moją relację z Bogiem czy osłabiają? Otwierają mnie na okazywanie miłości i miłosierdzia wobec innych, czy zamykają?

  2. Jakiego pouczenia udzielił Jezus tłumom, odnosząc się do tradycji starszych? W czyje nauki (prawa, przykazania) należy wsłuchiwać się przede wszystkim i rozważać je na tyle, by lepiej zrozumieć ich sedno (ich ducha)?

    Kogo bardziej słucham – rodziny, autorytetów ludzkich, przyjaciół, głosu tego świata, czy Boga? Z czyim zdaniem liczę się najbardziej? Ile czasu poświęcam na spędzanie czasu z tą osobą/ osobami, a ile na przebywanie w obecności Boga i słuchanie Go?

  3. Co znaczą słowa Jezusa: „Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym”? Jakie znaczenie miało dla Hebrajczyków unikanie spożywania niektórych pokarmów? Na co Jezus kładzie akcent swoją wypowiedzią: dbałość o czystość zewnętrzną czy wewnętrzną czystość serca? Na co ja zwracam większą uwagę: na to, by dobrze wypadać w oczach innych, być nienagannym wobec opinii innych (rodziny, znajomych, proboszcza, osób ze wspólnoty) czy o czyste intencje przed Bogiem? Czy bardziej kieruję się wolą Bożą czy własną lub osób z mojego otoczenia, na których mi zależy? Jaką wagę przykładam do rozpoznawania i realizacji woli Bożej, a jaką do własnych planów i oczekiwań ludzkich autorytetów?

 

Dziękuj Bogu za światło, którym Cię obdarzył. Teraz idź i swoje intencje, i działania odnoś przede wszystkim do Boga!

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!»Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym». Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, posłali po całej tamtejszej okolicy i znieśli do Niego wszystkich chorych, prosząc, żeby ci przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni. (Mt 14,22-36)

 

Teraz pozwól, by Słowo pracowało w Tobie... Rozmyślaj nad Nim... Mogą Cię w tym ukierunkować następujące pytania:

  1. Czego doświadczył tłum ludzi wskutek cudu rozmnożenia chleba i ryb?

    Czy regularnie pozwalam się Jezusowi karmić Jego Słowem i Chlebem Eucharystycznym? Czy doświadczam – jak tłumy z Ewangelii - nasycenia? Jeśli nie, to czy ze szczerością i ufnością powierzam Mu wszystkie głody mojego serca, zdając się na Jego sposoby „nasycenia”, a nie trwając przy własnych oczekiwaniach?

  2. Co spotkało uczniów Jezusa nocą? Jak zareagowali na to zdarzenie?

    Jakich „nocy” („ciemności”) doświadczam w ostatnim czasie? Co wywołuje moją obawę, lęk, przerażenie? W czym doświadczam własnej niemocy, bezsilności? Z jakiego powodu „krzyczę” w moim sercu?

  3. Jak Jezus odpowiedział na krzyk uczniów? Jak zareagował na prośbę Piotra i jego późniejsze doświadczenie tonięcia?

    Czy otwieram się na obecność Jezusa w trudnych doświadczeniach? Czy zwracam się do Niego w moim lęku, niepewności, bezsilności ? Czy chcę wsłuchiwać się w Jego odpowiedź? Czy – niezależnie od moich uczuć, doświadczeń – wierzę, że jest przy mnie? Czy ufam, że przy Nim nie może mi stać się nic złego? Czy doświadczam/ doświadczałem Jego silnej dłoni, ratującej mnie, gdy „tonę”, z odmętów i głębin mojego bólu i niemocy? Jeśli nie, to dlaczego? Czy chcę Jego pomocy? Czy otwieram się na "Jego" rodzaj pomocy, najbardziej mi potrzebny i adekwatny do mojej sytuacji, czy upieram się przy własnym? Czy koncentruję się na moich uczuciach (rozczarowaniu Jego sposobem działania, którego nie rozumiem lub nie widzę) czy próbuję się przez nie mocą wiary przebić, by zobaczyć Jego obecność i interwencję? Co chcę powiedzieć teraz Jezusowi na ten temat?

 

Wyraź swoją wdzięczność Bogu za to, co Ci pokazał w czasie tego rozważania. Teraz idź i w swoich „głodach” i „ciemnościach” otwieraj się na Jego sposób działania!

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności». Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!» Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj». Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. (Mt 14,13-21)

 

Rozmyślaj w ciszy nad Słowem, które jako żywe i skuteczne, ma moc kształtować teraz Ciebie i Twoje życie... Poprowadzić Cię w tym mogą następujące pytania:

  1. Co uczniowie zasugerowali wieczorem Jezusowi?

    Czy dostrzegam potrzeby osób, które Bóg stawia na mojej drodze? Jak na nie reaguję? Czy – jak uczniowie - chcę się „pozbyć problemu”? Czy czuję się niezdolny do jego rozwiązania?

  2. Co Jezus odpowiada swoim uczniom?

    Czy przychodzę do Jezusa z problemami własnymi i innych? Co myślę na temat problemu, z którym przyszli do Jezusa uczniowie i na temat otrzymanej przez nich odpowiedzi?

    Czy jestem otwarty na odpowiedź Jezusa dla mnie, nawet taką, która wykracza poza moje stereotypy myślowe i oczekuje ode mnie wiary w to, co po ludzku niemożliwe?

  3. Jak uczniowie zareagowali na słowa Jezusa? Skoncentrowali się na tym, co mieli, czy na braku?

    Na czym zwykle koncentruję się w sytuacji problemu własnego lub innych? Na tym, czego mi brakuje? Na własnej słabości? Na wielkości problemu i trudności z zaradzeniem mu? Czy bardziej liczę na pomoc Boga, czy koncentruję się na własnej niemocy? Czy przychodzę do Jezusa z tym „niewiele”, które mam?

  4. Jaką modlitwę odmówił Jezus nad rybami i chlebem?

    Czy w sytuacji braku - tak jak Jezus – błogosławię Boga? Czy Mu dziękuję i Go uwielbiam? Czy przychodzę do Niego z moją dobrą wolą, szczerym pragnieniem rozwiązania problemu (pomocy innym) wierząc, że On ma moc przymnożyć resztę? Co chcę dziś zmienić w tej dziedzinie?

     

Podziękuj za wnioski, do których doprowadził Cię Bóg w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i odważnie, licząc na Bożą moc, stawiaj czoła problemom dnia!

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: «To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają». Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wtrącić do więzienia, z powodu Herodiady, żony brata jego, Filipa. Jan bowiem upominał go: «Nie wolno ci jej trzymać». Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła wobec gości córka Herodiady i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę powiedziała: «Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posławszy więc kata, kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczynie, a ona zaniosła ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi. (Mt 14,1-12)

 

Rozmyślaj teraz nad przeczytanym Słowem... Mogą Ci w tym pomóc następujące pytania:

  1. Jaka wiadomość doszła do uszu Heroda? Jak na nią zareagował? Jakie uczucia mogły się kryć pod ta reakcją?

    Z jakimi uczuciami rozpoczynam tę modlitwę? O czym myślę? Czy chcę teraz powiedzieć o tym Bogu? Czy chcę zaprosić Go do moich myśli, uczuć, do mojego sposobu przeżywania tego, co myślę i czuję? Czy chcę Mu to powierzyć?

  2. Jaka historia z życia Heroda wywołała jego myśli, uczucia (do których odnosiliśmy się powyżej)?

    Co mogło wpłynąć na to, że tak, a nie inaczej odbieram to, co mnie teraz absorbuje? Czy moje poprzednie doświadczenia życiowe ukierunkowały mnie na patrzenie na siebie i to, co mnie aktualnie absorbuje, z punktu widzenia Boga, czy „oczami” moich lęków, niepewności, zranień, grzechów?

  3. Czy Herod odnosił opisane wydarzenie z Janem Chrzcicielem oraz sposób jego przeżywania do Boga?

    Czy na siebie i wszystko, czego doświadczam, patrzę z perspektywy bezwarunkowej, Bożej miłości i usprawiedliwienia, jakie Jezus wysłużył mnie i każdemu człowiekowi na krzyżu? Czy widzę siebie odzianego w płaszcz Bożej sprawiedliwości, niezależnie i pomimo moich słabości i grzechów? Czy dostrzegam w tym Boże miłosierdzie wobec mnie? Czy doświadczam tego, że nieustannie opromienia mnie Boża obecność i miłość? Czy wierzę, że Bóg stale (także wtedy, gdy zgrzeszę) widzi we mnie najpiękniejszą wersję mnie samego? Czy okazuję Mu za to wdzięczność? Czy przyjmuję Jego sposób widzenia za swój? Czy uczę się od Niego takiego spojrzenia na siebie i innych? Czy chcę tym, których słabości i winy mnie dotykają, okazywać miłosierdzie przed samą tylko sprawiedliwością? Czy chcę uznawać innych w swym sercu za sprawiedliwych (bo okrytych Bożą miłością i sprawiedliwością), niezależnie od ich słabości i win wobec mnie?

    Co chcę teraz Bogu powiedzieć na temat mojego spojrzenia na siebie i innych?

Podziękuj teraz Bogu za Jego perspektywę widzenia, którą obdarował Cię w czasie tego rozmyślania. Teraz idź i ucz się patrzenia Jego oczami na siebie i innych!

wtorek, 04 sierpień 2020 13:15

Siejąc ziano na skałę,...

Siejąc ziano na skałę, trzeba się liczyć z brakiem owocu Łk 8, 6 „Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci”.
Strona 1 z 576

Top